Sezon na Walencję
Hiszpania Miejsca Walencja

Sezon na Walencję

Gdzie można jeszcze grzać się w słońcu jak nie w Hiszpanii. Strzałem w dziesiątkę będzie region Walencji słynący z pięknych plaż i szlaków na Costa Blanca, arabskich zamków i najlepszej w świecie paelli. Może skusi was słynny Benidorm, gdzie sezon nigdy się nie kończy i pobliski zamek w Guadalest. Szykujemy aparaty i w drogę!


Benidorm z lotu ptaka, fot. Elżbieta Pawełek

Jeszcze w połowie ubiegłego wieku Benidorm z trudem można było znaleźć na mapie świata. Rose Macauley, angielska pisarka, opisała go jako małą wioskę rybacką na Costa Blanca, pięknie położoną na skalistym półwyspie, z XVIII-wiecznym kościołem San Jaime. Od kiedy jednak Francisco Ronda w 1893 roku otworzył tu pierwsze kąpielisko Casa de baños na plaży Levante, kurort odwiedziło już ponad 85 milionów turystów. Tak szybki, spektakularny sukces zmienił całe miasto.

Piękna plaża-Levante, fot. Elżbieta Pawełek

Mówi się jednak, że do jego rozwoju swój palec przyłożył pewien postępowy burmistrz. Kiedy w latach 60. zaczęli ściągać tu masowo Skandynawowie i Skandynawki paradujące po plażach w bikini, co było zabronione w Hiszpanii, burmistrz złamał surowy zakaz dla dobra turystyki… Innym razem mając do wyboru niską zabudowę lub wieżowce w kurorcie, postawił na te drugie. I była to dobra decyzja.

Nadmorska-promenada, fot. Elżbieta Pawełek

Kurort z wioski rybackiej

Dziś Benidorm z ponad 340 „drapaczami chmur” należy do najgęściej zabudowanych miast świata. Jest absolutnym rekordzistą pod względem liczby wysokościowców przypadających na liczbę mieszkańców. Ale kiedy mieszka się na 20 piętrze hotelu Melia Benidorm z cudownym widokiem na Morze Śródziemne z jednej strony i na góry z drugiej i windą można w kilka minut zjechać do baru przy basenie, zaczyna się doceniać ten luksus. Okazuje się, że kurort aspirujący do tytułu Małego Manhattanu ma mnóstwo zalet.
Największe wrażenie robi Grand Hotel Bali (52 piętra), skąd widać zatokę i góry Serra Gelada. Do niedawna był to najwyższy hotel w Europie. Co roku rozgrywa się tu międzynarodowa impreza pod hasłem „Benidorm Vertical Run”, czyli bieg po schodach na szczyt, w którym często startują Polacy i często też wygrywają. W pobliżu znajduje się inna wielka atrakcja – zamek na skałach, który z uwagi na położenie kiedyś pełnił ważną rolę obronną, a dziś tłumnie jest odwiedzany przez turystów. Stąd już blisko będzie na taras widokowy, wysunięty głęboko w morze, nazywany Śródziemnomorskim Balkonem, El Balcon del Mediterraneo. Roztacza się stąd wspaniała panorama, można tu podziwiać najpiękniejsze zachody słońca. W nocy zaś , kiedy miasto rozświetla się tysiącami świateł, odbijającymi się w wodzie, sceneria jest wręcz magiczna.

Benidorm po zmierzchu, fot. Visit Benidorm

Plaże, rejsy morskie, rowery

Przy nadmorskiej promenadzie las wieżowców i tłumy spacerowiczów. Nic dziwnego, bo przy dwukilometrowej plaży Levante ze złotym piaskiem co kilka kroków bary, restauracje i atrakcje, obok których trudno przejść obojętnie. W porze „happy hours” drinki są o połowę tańsze, więc robi się gwarno. Spokojniej będzie na sąsiedniej plaży Poniente, sąsiadującej z modernistyczną promenadą, zaprojektowaną przez znanego architekta Carlosa Ferratera – zacienione strefy do czytania, biblioteka, plac zabaw dla dzieci. A do tego mnóstwo tu szkółek surfowania, nurkowania z akwalungiem, biur organizujących wycieczki kajakowe po morzu , czy rejsy katamaranem. Rowerzyści też powinni być zadowoleni, bo znajdą wiele punktów wynajmu modnych ostatnio e-bików, choćby w Tao Bike, w pobliżu kasyna. A na rowerach można wypuścić się do uroczych punków widokowych, leżących na obrzeżach Parku Naturalnego i do strefy „Plaż i jaskiń” (około dwóch godzin).

Czas na paellę, fot. Elżbieta Pawełek

Wszystkie smaki Walencji

Benidorm to również królestwo owoców morza. Największy ich wybór znajdziemy przy słynnej Calle Santo Domingo, nazywanej też ulicą Basków. W weekendy tłok jest tak wielki, że nie ma co liczyć na wolny stolik. W dziesiątkach barów bez okien – to tutejszy fenomen- je się tapas (małe hiszpańskie przekąski po kilka euro) na stojąco, chyba że jakimś cudem uda zdobyć się wolne krzesło. W menu można znaleźć sałatki z krabów, królewskie krewetki, krążki kalmarów w cieście i pinchos -rozpływające się w ustach kanapeczki.

Spacer po Guadalest, fot. Elżbieta Pawełek
Chwila relaksu w Guadalest, fot. Elżbieta Pawełek

I już wiadomo, dlaczego Benidorm nazywany jest rajem tapas. Hiszpańskim zwyczajem po krótkiej wizycie w jednym barze należy przenieść się do kolejnego, a potem do następnych, jeśli tylko wytrzyma to kieszeń. Nie można jednak stąd wyjechać, nie kosztując też typowych lokalnych potraw – ryżu z anchois i szpinakiem, „arroz a banda” (osobno podawany ryż i ryby), czarnego ryżu z kałamarnicami (kolor nadaje mu naturalny atrament kałamarnic), czy wybornej paelli. Najlepszą okazją do degustacji są organizowane na jesieni „Dni ryżu”, a zimą „Dni łyżki pełnej jedzenia”, podczas których można spróbować też potraw z innych hiszpańskich regionów.

Guadalest, zamek w skale

Guadalest – perła Walencji, fot. Elżbieta Pawełek
Droga na zamek, fot. Elżbieta Pawełek

Godzinę jazdy od Benidormu, czeka na nas kolejna atrakcja, której nie wolno przeoczyć. To średniowieczne miasteczko Guadalest z XI-wiecznym arabskim zamkiem wbudowanym w skałę. Zresztą, podobne zamki, będące pozostałością po panowaniu Maurów znaleźć można w Alicante, czy mniejszych miejscowościach jak Peñíscola, Morella, Xàtiva.
Guadalest jest niewątpliwie jednym z najbardziej obleganych miejsc w całej Walencji. Rokrocznie przewija się tutaj milion turystów, ale choć czasem bywa naprawdę tłoczno, warto wspiąć się schodkami pod górę, choćby dla samych widoków. Można stąd podziwiać malowniczy zbiornik wodny leżący na dnie górskiej doliny.

Costa Blanca, fot. Visit Benidorm

Przy głównej ulicy stoi Casa Tipica, XVIII-wieczny dom-muzeum, w którym zobaczymy dawne narzędzia miejscowych rolników. Ciekawe wydaje się też Muzeum Miniatur, Museo Microgigante, gdzie można podziwiać niezwykłe prace Antonio Marco, byłego mechanika samochodowego. Z niezwykłą precyzją w swoich miniaturach odtworzył dane życie mieszkańców Guadalest, co uczyniło go sławnym i bogatym.

Pamiątki z Costa Blanca, fot. Elżbieta Pawełek

W sąsiedniej Casa Orduña bogactwo nie przyniosło jednak szczęścia jego domownikom. Dziś mieści się tu muzeum, ale 200 lat wcześniej mieszkało tutaj pięciu samotnych braci Orduña rywalizujących o dom i życzących sobie wzajemnie rychłej śmierci… Umarli ze zgryzoty, w zapomnieniu…
Dziś nikt już nie pamięta zamożnych rodów w Guadalest takich jak Orduña, Mora, Vidal, Balaguer czy Solbes. Ale kręci się tu wielu zamożnych Anglików chętnych na kupno tutejszych domów. Nie odstraszają ich wysokie ceny. Wśród wielu rzeczy są też rzeczy bezcenne. Bajeczna „miejscówka” w Guadalest zdaje się do nich należeć.

Malowniczy zbiornik wodny, fot. Elżbieta Pawełek

Tekst i zdjęcia Elżbieta Pawełek

Post Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: