Pico del Teide to jedna z największych atrakcji pięknej Teneryfy. Czy prowadzą tu ślady mitycznej Atlantydy?
Europa Hiszpania Teneryfa Wyspy Kanaryjskie

Pico del Teide to jedna z największych atrakcji pięknej Teneryfy. Czy prowadzą tu ślady mitycznej Atlantydy?

Kiedy Krzysztof Kolumb dotarł tu w 1492 roku, akurat  podczas wybuchu wulkanu, nie był zachwycony tą wyspą. My przeciwnie, wszystko wydaje się nam niezwykłe, choć spragnionych słońca „guiris”, jak nieco ironicznie określa się turystów na Teneryfie,  czeka zapewne lekki zawód – nie znajdą tu pięknych  plaż, z wyjątkiem Playa de las Teresistas niedaleko Santa Cruz, gdzie dowieziono tony złotego piasku z Sahary.

W oddali Pico del Teide, fot. archiwum redakcji

Nas jednak interesuje Teide, którego szczyt, będący przez lata punktem orientacyjnym dla żeglarzy i piratów, wygląda  z dala jak piramida wystająca znad Atlantyku. To najwyższa wolno stojąca góra Hiszpanii i całego świata (3718 m n.p.m.), co zapisano dużo wcześniej na starych mapach dla żeglarzy.  Mount Teide  i jej okolice od zawsze budziły grozę.  Znajdujemy tu mnóstwo zwietrzałych skał, popiołu, nie mówiąc o strumieniach zastygłej lawy. Gigantyczny wulkan, czynny przez miliony lat,  pozostawił po sobie wielki krater Las Canadas, szerokości 16 kilometrów. Wulkaniczna sceneria jakby żywcem przeniesiona z księżyca robi niesamowite wrażenie.

Wulkan, czynny przez miliony lat pozostawił po sobie wielki krater Las Canadas, fot. archiwum redakcji

 Życie na gejzerze

Mieszkańcy nazywają Teide śpiącym olbrzymem.  Ostatni wielki wybuch nastąpił w 1798 r. – z ogromnego pęknięcia wypłynęły wówczas strumienie magmy, niszcząc napotkane po drodze domostwa, drzewa i uprawy.  W 1909 roku odnotowano mniejszy wybuch. Olbrzym wciąż śpi, choć ludzie utrzymują, że co jakiś czas daje się odczuć lekkie trzęsienia.

Park Narodowy Teide pełny jest turystów, fot. archiwum redakcji

Ruszamy z Santa Cruz, po chwili  wąska droga wije się jak wąż  pod górę.  Po jednej stronie mamy pionowe skalne ściany, po drugiej wspaniałe pejzaże. Zielone zbocza tworzą niesamowitą  scenerię dla białych „pueblos”, pola tarasowo schodzą w doliny, a czasem krajobraz zasłania gąszcz lasów piniowych. Długie na dwadzieścia centymetrów igły pinii, sprowadzonych  aż z Kalifornii, jak gąbka chłoną wodę i chronią wyspę przed pożarami. „W ten sposób stały się naturalnym zbiornikiem wodnym wyspy”, wyjaśnia nasz przewodnik. „Pamiętajmy, że Teneryfa jest  wyspą wulkaniczną, a każdy wybuch wulkanu pociąga za sobą trzęsienia ziemi, pożary. Słowem, wielki kataklizm”.  Wydobyte ze środka skał odłamki, poddane potem badaniom laboratoryjnym, mogą jednak dać odpowiedź, czy wyspie grożą kolejne wybuchy.

Sięgające 2-3 metrów, purpurowo-czerwone „tajinaste rojo” zakwitają w maju i kwitną przez dwa miesiące, zdobiąc wulkan Teide i Park Narodowy Teneryfy, fot. archiwum redakcji

Pustynne fiołki

Kiedy z wiosek obsadzonych palmami droga wpada prosto do suchego jak pieprz Parku Narodowego Teide, to kontrast jest niesamowity. Jak okiem sięgnąć pustkowie, strugi zastygłej lawy, brązowy żwir, poszarpane skały o dziwnych kształtach. Wieniec spękanych skał  otacza olbrzymi krater wulkanu La Caldera de las Canadas o obwodzie 45 kilometrów! Ale nawet tutaj budzi się wiosną życie, zakwitają żmijowce, których długie łodygi dochodzące latem do dwóch metrów wysokości, robią się czerwone jak burak.

Na niegościnnym obszarze Las Canadas możemy podziwiać naprawdę kilka pięknych i rzadkich roślin, mak kalifornijski czy unikatowe gatunki fiołka. Najlepszą porą do oglądania kwiatów jest maj i czerwiec. Pojawiają się też ule i pszczoły. Przywożenie ich tutaj to odwieczna tradycja, podobno korzystna dla flory parku.

Ośnieżony szczyt Teide przypomina Kilimandżaro w Tanzanii, fot. archiwum redakcji

Teide jak Kilimandżaro

W południe Parador de Canadas del Teide, leżący w fantastycznej scenerii, przeżywa oblężenie. Lunch w jego restauracji u stóp wulkanu jest obowiązkowym punktem programu. Kelnerzy uwijają się między stołami jak w ukropie,  zamawiamy talerz mięs duszonych w warzywach i lokalne czarne wino „vinia norte” ( w rzeczywistości czerwone). Na deser zaś „almogrote”, czarny pudding o smaku słodkiej kaszanki, lokalny specjał i  mocne cafe espresso.

Restauracja dla turystów na terenie parku, fot. archiwum redakcji

Słońce przyjemnie grzeje, więc szczyt Teide prezentuje się okazale. Ośnieżony zimą wygląda jak Kilimandżaro.  Niektórzy porównują go też z innymi wulkanami: Wezuwiuszem, Fudżi, Etną. Tereny Parku Narodowego Teide stały się wymarzonym miejscem pieszych wycieczek.

Na wyprawę trzeba zabrać ciepłe buty i kurtki. Zimą często pada śnieg. Trudno uwierzyć, że nawet latem, kiedy w nadmorskim kurorcie  Playa de las Americas temperatury sięgają 40 st. C, na Teide bywa wietrznie  i chłodno.

Typowe lokalne danie, fot. archiwum redakcji

Lawa na szczęście

Wdzięcznym obiektem fotografów jest Los Roques de Garcia, niezwykle malownicza skała, kilka kroków od paradoru. Niektórzy ukradkiem  ładują w kieszenie kamienie wyrzucone przez lawę, co jest surowo zabronione, wierząc, że zapewnią im one płodność, wierność i szczęście. Być może wiara bierze się stąd, że  ziemia nawożona pyłem wulkanicznym daje lepsze plony.

Wjazd na szczyt koleją linową (teleferico) to spore przeżycie. Górna stacja kolejki linowej znajduje się 160 metrów poniżej  szczytu Teide. Cała jazda szybko się kończy, za to z góry, z wulkanicznego rumowiska roztaczają się niezapomniane widoki. Po dotarciu na platformę widokową La Fortaleza ma się wrażenie, że stoi się na dachu świata. Przy słonecznej pogodzie jak na dłoni widać stąd cały archipelag Wysp Kanaryjskich: sąsiednią Gomerę,  nieco dalszą Gran Canarię,  Fuerteventurę, La Palmę, malutkie Hierro.

Wulkaniczna sceneria jakby żywcem przeniesiona z księżyca robi niesamowite wrażenie, fot. archiwum redakcji

Raj piechurów

Park Narodowy Teide z dziesięcioma pieszymi szlakami to raj dla miłośników wędrówek. Najpopularniejszą trasą jest  licząca 3,5 kilometra  pętla z paradoru do Roques de Garcia.  Po drodze nie wolno ominąć malowniczej skały Roque Chinchado. W wyniku erozji wygląda,  jakby za chwilę miała się przewrócić.  Innych wrażeń dostarczy trasa numer 7 na szczyt Teide (potrzebne zezwolenie). Pierwsza połowa ponad 8-kilometrowego odcinka jest stosunkowo łagodnie nachylona, po drodze przechodzi się obok „huevos del Teide” , czyli „jajek Teide”, rozrzuconych podczas erupcji bomb wulkanicznych. Druga część szlaku wymaga jednak dużo większego wysiłku, różnica wzniesień wynosi bowiem 1400 m. Warto więc pomyśleć o noclegu w górskim schronisku Refiugo de Altavista (trzeba mieć śpiwór).

Wycieczka po Parku Narodowym Teide, fot. archiwum redakcji

W języku Guanczów, dawnych mieszkańców wyspy,  Teneryfa znaczyła Biała Góra. Guanczowie czcili związanego ze słońcem boga Achamana. Sądzili, że piekło znajduje się w kipiących wulkanicznych czeluściach szczytu Teide, którymi    zarządza duch zła Guayota. W prostych ludziach, żyjących w jaskiniach, zastygła lawa, przybierająca monstrualne kształty różnych stworów i diabłów, budziła strach i respekt. Jeszcze dziś na jej widok dostaje się gęsiej skórki.

Widok na Wulkan Teide od strony oceanu

W poszukiwaniu Atlantydy

Z drogi prowadzącej na Teide widać w dali Observatorio Astrofisico de Izana (2400 m n.p.m.). Naukowcy z obserwatorium zajmują się Słońcem i teorią Wielkiego Wybuchu. Przy pomocy najlepszych teleskopów na świecie przeszukują niebo w poszukiwaniu klucza do wyjaśnienia zagadki początków wszechświata. Ale według wyspiarzy zagadek jest więcej. Już starożytnym Kanary były znane jako Wyspy Szczęśliwe. Czy prowadzą tu ślady zniszczonej przez wielki kataklizm mitycznej Atlantydy? To bardzo prawdopodobne.

Legendy mówią, że Teneryfa jest częścią zaginionej Atlantydy, mitycznej krainy opisanej przez Platona, leżącej naprzeciw Cieśniny Gibraltarskiej, którą w IX tysiącleciu przed naszą erą spotkał okrutny los: “przyszły straszne trzęsienia ziemi i potopy, a wyspa Atlantyda zanurzyła się pod powierzchnię morza i zniknęła”.

Naukowcy szukają wciąż wytłumaczenia i mają hipotetyczne dowody na tę tezę – na Teneryfie odkryto piramidy, podobne znajdują się na innych Wyspach Kanaryjskich, na La Palmie w Los Zacanjos i w Mazo. Mogłoby to wskazywać, że Wyspy Kanaryjskie należały do obszaru zaginionej kultury, obejmującej pół świata, od Egiptu do Ameryki Południowej, którą łączyły piramidy.  Łowcom skarbów przez lata sen z powiek spędzało również poszukiwanie ujścia osławionej rzeki Rio de Oro, Złotej Rzeki, którą niegdyś transportowano ogromne ilości metali szlachetnych. Pozostaje wierzyć, że zagadka kiedyś się wyjaśni. A Teneryfa i tak przyciąga jak magnes.

autor: Robert Pawełek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Post Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: