GWATEMALA – WULKANICZNA ZIEMIA MAJÓW
Ameryka Ameryka Środkowa Gwatemala Miejsca

GWATEMALA – WULKANICZNA ZIEMIA MAJÓW

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

Gwatemala to wciąż żywa kultura Majów, fot. ©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Republikę Gwatemali, leżącą w Ameryce Środkowej, miejscowi nazywają krainą wiecznej wiosny. Graniczy ona z Meksykiem, Belize, Hondurasem i Salwadorem, a oblewają ją wody dwóch oceanów: Atlantyku (Morza Karaibskiego) oraz Pacyfiku. Ponad 16 mln ludzi zamieszkuje tu obszar mniej więcej 3 razy mniejszy od powierzchni Polski (ok. 109 tys. km2). Na tym terytorium znajdują się liczne wulkany, kilka z nich pozostaje wciąż aktywnych, straszy dymem i tryska lawą. Najwyższym szczytem jest Tajumulco o wysokości 4220 m n.p.m., a największym jeziorem – malownicze Izabal (589,6 km²), położone na wschodzie państwa. Ok. 40 proc. Gwatemalczyków pochodzi od Majów. Resztę obywateli kraju stanowią latynosi, potomkowie Europejczyków (głównie Hiszpanów) i Indian oraz przedstawiciele grupy etnicznej Garifuna (potomkowie rdzennych plemion karaibskich i afrykańskich niewolników), mieszkający w Livingston i jego okolicach. Mniej niż połowa tutejszej ludności to katolicy, 40 proc. – protestanci, poza tym spotkamy też wyznawców religii rdzennych, nielicznych buddystów, muzułmanów i żydów.

Funkcję oficjalnego języka Gwatemali pełni hiszpański, choć wiele osób jako pierwszego uczy się jednego z 21 odrębnych języków majańskich bądź języka garifuna lub xinca (niektóre z nich w ogóle nie znają hiszpańskiego). Gwatemalczycy potrafią po odmiennej mowie rozpoznać, kto pochodzi z jakiego regionu. Podobną zależnością charakteryzują się wyszywane, kolorowe stroje kobiece. Teren wyżynny, należący głównie do Majów, rozciąga się między dwoma największymi miastami: ponad 2-milionową stolicą Gwatemalą (Ciudad de Guatemala) oraz 400-tysięcznym Quetzaltenango.

Wulkan San Pedro widziany z miasteczka Santa Catarina Palopó, fot. ©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Burzliwa historia

Terytorium tego kraju w ciągu wieków nawiedzały trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, ale miejscowa ludność musiała sobie radzić nie tylko z klęskami żywiołowymi, lecz także z polityką kolonizatorów czy oddziałami partyzanckimi (guerrilla). Dopiero w 1821 r. Gwatemala uzyskała niepodległość od Hiszpanii i dziś 15 września obchodzi się w niej związane z tym wydarzeniem święto narodowe. Następnie została przyłączona do Meksyku, a potem weszła w skład Zjednoczonych Prowincji Ameryki Środkowej (Republiki Federalnej Ameryki Środkowej) razem z Nikaraguą, Salwadorem, Kostaryką i Hondurasem (do 1840 r.). Późniejszy okres reżimu doprowadził w 1871 r. do rewolucji i objęcia władzy przez liberałów. Niestety, nowy prezydent Justo Rufino Barrios (1835–1885) okazał się dyktatorem. Chociaż zainicjował uprawę kawy w swoim państwie, na plantacjach pracowali tylko rdzenni mieszkańcy wykorzystywani przez lata jako tania siła robocza. Kolejni prezydenci nie zrobili wiele dobrego dla kraju. Wysoka liczba biednych i analfabetów utrzymywała się w Gwatemali przez długi czas. W 1944 r. rozpoczęła się tzw. rewolucja gwatemalska. Wybrany przez naród chrześcijański socjalista Juan José Arévalo Bermejo (1904–1990) wprowadził m.in. programy naprawy gospodarki i zwalczania bezrobocia, liberalne prawo pracy i prawa dla Indian.

Niestety, w latach 60. i 70. XX w. rozgorzała wojna domowa, która zdziesiątkowała Gwatemalczyków. Na domiar złego w lutym 1976 r. trzęsienie ziemi zabiło 23 tys. ludzi, a ponad milion z nich pozbawiło dachu nad głową. Większość darów z międzynarodowej pomocy nigdy nie dotarła do tych najbardziej potrzebujących. Ludność jeszcze długo odczuwała skutki katastrofy. Od 1986 r. na czele państwa znów stanął cywilny prezydent – Marco Vinicio Cerezo Arévalo (ur. w 1942 r.), ale walki z lewicową partyzantką trwały aż do końca 1996 r. Dziś Gwatemala to wciąż bardzo biedny kraj, którego gospodarka opiera się w zdecydowanej większości na rolnictwie i turystyce.

Filiżanka kawy w TROPIKALNYM LESIE

Najważniejszym wkładem do produktu krajowego brutto (PKB) może się obecnie poszczycić sektor rolniczy. To właśnie Gwatemalczycy są największym na świecie eksporterem kardamonu i dziewiątym producentem kawy. Zyski z uprawy tej ostatniej (pola kawowca znajdują się przede wszystkim na południu), trzciny cukrowej i bananów pozwalają państwu wciąż się rozwijać, a na plantacjach zatrudnia się tu 50 proc. lokalnej ludności. Niestety, konflikty między firmami a ich pracownikami oraz zaostrzone przepisy importowe Unii Europejskiej doprowadziły przez ostatnie lata do spadku sprzedaży bananów. Na dodatek niektóre przedsiębiorstwa ze względu na tańszą siłę roboczą przeniosły swoją działalność do Ekwadoru.

Natomiast turystyka rozwinęła się na tym obszarze głównie dzięki ruinom historycznych ośrodków kultury Majów (Tikal, Quiriguá czy Iximché), ale zainteresowaniem wśród przybyszów cieszą się też wyprawy trekkingowe, tutejsze cuda natury (przede wszystkim jezioro Atitlán czy Semuc Champey), kursy w szkołach językowych oraz wycieczki do wspaniałych kolonialnych miast (Antigua Guatemala). Z kolei przemysł tekstylny, spożywczy, farmaceutyczny i cementowy przynoszą mniej więcej 20 proc. PKB.

Gwatemala posiada niewielkie złoża ropy naftowej, a ostatnie badania pokazały, że jej obszar jest bogaty w surowce mineralne, których pozyskanie w przyszłości może okazać się kluczowe dla gospodarki. Obecnie wydobywa się tutaj nikiel, antymon, złoto, srebro, ołów, miedź, żelazo, wolfram i jadeit, co przekłada się zaledwie na 3 proc. PKB.

Nauka języka u podnóża wulkanu

W tym kraju warto również podszkolić swój hiszpański nie tylko podczas zakupów na targu, ale i w prawdziwej szkole językowej. W tym właśnie celu przyjeżdżają w te strony ludzie z całego świata, którzy zaczynają naukę od zera, aby osiągnąć poziom pozwalający im później na swobodne podróżowanie po terytoriach hiszpańskojęzycznych. Wiele takich placówek edukacyjnych znajduje się w przepięknym kolonialnym mieście Antigua (Antigua Guatemala), usytuowanym pomiędzy trzema wulkanami: Volcán de Agua (z hiszp. „Wulkan Wody”) – 3760 m n.p.m., Volcán de Fuego (z hiszp. „Wulkan Ognia”) – 3763 m n.p.m., Acatenango (3976 m n.p.m.). Prawdopodobnie są to najczęściej fotografowane wulkaniczne szczyty w Gwatemali. Nauka języka u podnóża dymiącego stożka stanowi dość niezwykłe doświadczenie, a w samej sennej Antigui można się przenieść w czasie o kilkaset lat wstecz. To najpopularniejsze wśród turystów gwatemalskie miasto założyli na początku XVI w. hiszpańscy konkwistadorzy. Mimo serii silnych trzęsień ziemi (terremotos de Santa Marta), które nawiedziły je w lipcu 1773 r., nadal zachował się w nim charakterystyczny układ ulic wytyczonych pod kątem prostym oraz ruiny wspaniałych świątyń, w tym kompleksu jezuitów, franciszkanów i klasztoru dominikanów – Convento de Santo Domingo (obecnie ich część przekształcono w ekskluzywny Hotel Muzeum Casa Santo Domingo), a także kilku ciekawych zabytków barokowych z XVI i XVII stulecia.

Ja swoją wizytę w tym środkowoamerykańskim kraju połączyłam z lekcjami hiszpańskiego i wolontariatem w ośrodku pomocy dla dzieci niepełnosprawnych i biednych. Był to idealny sposób na spędzenie wakacji, w trakcie których mogłam pomagać lokalnym mieszkańcom, poświęcając swój czas najmłodszym. Na co dzień mieszkałam i pracowałam u Gwatemalczyków, dzięki czemu szybko uczyłam się nowych słów i nawiązałam wspaniałe przyjaźnie. Moje miejsce pobytu stanowiła mała wioska nad majestatycznym jeziorem Atitlán, które podobnie jak niezmiernie klimatyczna Antigua leży u podnóża trzech niezwykłych wulkanów o nazwach Tolimán (3158 m n.p.m.), Atitlán (3537 m n.p.m.) oraz San Pedro (3020 m n.p.m.).

Niektóre z wulkanicznych szczytów można zdobyć podczas jednej z wypraw trekkingowych. Najpopularniejsza wśród turystów jest wciąż aktywna Pacaya, wznosząca się na wysokość 2552 m n.p.m. i znajdująca się ok. 30 km na południe od stolicy. Ostatnia jej erupcja nastąpiła w marcu 2014 r. i spowodowała opad dużych mas popiołu na miasta Gwatemala, Antigua i Escuintla. Wulkan ten wybucha nieustannie i każdy, kto dostanie się na jego wierzchołek, od razu poczuje silny odór siarki podobny do zapachu zgniłych jajek.

Czy jadą z nami kury?

Poruszanie się po gwatemalskich drogach potrafi podnieść poziom adrenaliny we krwi. Wystarczy wybrać najpopularniejszą i najtańszą metodę przemieszczania się po kraju, czyli przejażdżkę wiekowym amerykańskim autobusem szkolnym, zwanym chicken bus, która to nazwa oznacza mniej więcej tyle, że przewozi się nim absolutnie wszystko: od ludzi przez warzywa i artykuły spożywcze aż po zwierzęta domowe, takie jak kury czy kaczki. W trakcie jazdy kierowca włącza głośno muzykę albo pozwala wejść do środka lokalnemu grajkowi, który umila wszystkim podróż, za co potem każdy pasażer wrzuca mu po quetzalu (gwatemalska waluta) do kapelusza. Poza tym na trasie odbywa się również handel obwoźny, a sprzedawcy potrafią reklamować swoje produkty (np. pastę do zębów) w tak komiczny sposób, że zawsze ktoś je kupuje. Ze względu na takie rozrywki często można zapomnieć o swoim włożonym na dach bagażu, którego należy dobrze pilnować, aby nie dostał się w czyjeś ręce. Dlatego osobom ceniącym sobie komfort podróżowania polecam raczej usługi większego przewoźnika Pullmantur, oferującego bardzo wygodne autokary z rozsuwanymi siedzeniami i dodatkową przestrzenią na nogi oraz plecak, torbę lub walizkę.

Warto jednak chociaż raz zdecydować się na folklorystyczny kurs chicken busem i pojechać choćby na niecodzienny kolorowy targ w Chichicastenango, w skrócie określanym po prostu Chichi. To leżące na prawie 2 tys. m n.p.m. miasto stanowi najwspanialsze miejsce na zakupy w Ameryce Łacińskiej. Sprzedawcy przybywają do niego z całej Gwatemali noc wcześniej, aby rozstawić swoje towary w przenośnych budkach. Spotkamy tu przedstawicieli różnych majańskich grup językowych, takich jak Indianie Kicze (Quiché), Mam, Ixil, Kaqchikel. Tradycja targu w Chichi sięga czasów prehiszpańskich, kiedy uchodziło ono za największy ośrodek handlu na terenie państwa Majów. Dziś na stoiskach kupimy wszelkie gwatemalskie tekstylia, jedzenie, a nawet żywy towar, np. świnie. Inną niesamowitą atrakcją miasteczka jest ponad 400-letni Kościół św. Tomasza z Akwinu (Iglesia de Santo Tomás de Aquino), w którym palą się kadzidła i świeczki, a szamani wciąż odprawiają rytuały. Przy specjalnych okazjach w świątyni ofiarowuje się też zabitego kurczaka. Każdy z 18 stopni prowadzących do jej wnętrza reprezentuje jeden z 20-dniowych miesięcy z kalendarza Majów.

Tajemnicza stolica

W północnej części Gwatemali, w gęstej, soczyście zielonej selwie znajduje się najważniejsze stanowisko archeologiczne dla turystów pasjonujących się historią Ameryki sprzed konkwisty – ruiny miasta Tikal, które wchodzą w skład Parku Narodowego Tikal, wpisanego w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten ważny ośrodek zamieszkiwany przez Majów między IV w. p.n.e. a X w. n.e. jest obecnie nie tylko domem wielu rzadkich gatunków zwierząt (m.in. jaguarów, pum, jaguarundi czy ocelotów), ale także miejscem niezmiernie charakterystycznym, tajemniczym, wręcz magicznym.

Tikal było prawdopodobnie stolicą rozległego starożytnego państwa. Odkryte w XIX w. piramidy schodkowe (w sumie 6) są typowe dla architektury majańskiej. Najwyższa z nich mierzy 64 m, a jej wierzchołek wieńczą pozostałości Świątyni Dwugłowego Węża (Templo de la Serpiente Bicéfala). Wdrapanie się na szczyt takiej konstrukcji po bardzo stromych schodach stanowi przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Turyści zazwyczaj decydują się na oglądanie stąd urzekającego wschodu lub zachodu słońca, które widziane z wysokości majestatycznej budowli zapierają dech w piersiach. Należy jednak pamiętać, żeby podczas wchodzenia i schodzenia niezwykle uważać. Zdecydowanie każda technika będzie w tym przypadku dobra, nawet poruszanie się na czworaka, byleby nie stracić równowagi i nie potknąć się o strome krawędzie stopni. Takie upadki – niestety – zazwyczaj kończą się śmiercią lub dużym uszczerbkiem na zdrowiu. Na terenie Parku Narodowego Tikal na uwagę zasługują również liczne stele z wizerunkami władców oraz ruiny pałaców. Jeden z nich pełnił funkcję obserwatorium astronomicznego, bowiem Majowie posiadali znaczną wiedzę z dziedziny astronomii, o czym świadczy m.in. ich słynny kalendarz.

Noc w bambusowej chatce

Rolę bazy wypadowej do Tikal odgrywa ciekawe miasto Flores (choć o cenach dość wygórowanych jak na Gwatemalę), oddalone od stanowiska archeologicznego zaledwie o 65 km. Jego urokliwe historyczne centrum położone jest na wyspie o tej samej nazwie (Isla de Flores) na jeziorze Petén Itzá. Pełno w nim czarujących uliczek, małych sklepów, hoteli i restauracji, a wszystko to w rozmiarze mini, gdyż cały ten niewielki skrawek lądu można przejść dookoła w co najwyżej 15 min. Niegdyś miejscowość nazywała się Tayasal i to jej mieszkańcom konkwistador Pedro de Alvarado (1485–1541) podarował konia hiszpańskiego, którego czcili jako boga. Hiszpanom nie udało się nawrócić Majów na chrześcijaństwo, dlatego zniszczyli osadę pod koniec XVII w. i do XVIII stulecia miejsce było opuszczone. Obecna nazwa Flores pochodzi nie od kwiatów (hiszp. flores), ale od nazwiska pierwszego bojownika o niepodległość Gwatemali – Cirila Floresa (1779–1826).

Niesamowity punkt na podróżniczej mapie kraju stanowi rejon miasta Cobán bogaty w wyjątkową faunę i florę, liczne jeziora, wodospady oraz gęsty las deszczowy. Założony przez dominikanów w I połowie XVI w. ośrodek funkcjonuje dzisiaj jako ważne centrum uprawy kawy i kardamonu. Wielbiciele orchidei powinni odwiedzić Vivero Verapaz, gdzie hoduje się ponad 650 gatunków tych przepięknych roślin, w tym odmianę Monja Blanca („Biała Mniszka”) uznaną w 1934 r. za kwiat narodowy w ojczyźnie Gwatemalczyków. Aby uchronić przed wyginięciem inny symbol Gwatemali – kwezala herbowego – utworzono natomiast Biotop Kwezala (Biotopo del Quetzal). Osoby, które lubią wstawać rano, mogą udać się na spacer po tej wspaniałej krainie, żeby o wczesnym poranku obserwować te barwne ptaki latające nad głowami oraz podziwiać miejscową roślinność: paprocie, bromelie, orchidee i lasy świerkowe.

Naturalne baseny Semuc Champey powstałe w wapiennych skałach, fot. ©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Niedaleko stąd turyści wybierają się spędzić noc lub dwie w samym środku selwy. Śpi się tu w hamakach pod gołym niebem lub w bambusowych domkach bez drzwi i prądu. Otaczają nas odgłosy dzikiej przyrody, szum wody i zapach świeczki – jedynego źródła światła. To wyjątkowe i niezapomniane przeżycie. Okolice miasteczka Lanquín słyną również z niezwykłych formacji skalnych utworzonych w wyniku działania wody i minerałów. Tak właśnie powstały zapierające dech w piersiach baseny Semuc Champey. Ten gwatemalski pomnik natury (Monumento Natural) wygląda jak fontanna złożona z olbrzymich platform. Tak naprawdę to magiczny wodospad, pod którym płynie rzeka Cahabón. Woda wydostaje się tutaj na powierzchnię przez liczne dziury w skałach wapiennych. Pobliskie wspaniałe Jaskinie Lanquín (Grutas de Lanquín) są jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w kraju.

zdjęcie tytułowe: Arco de Santa Catalina w Antigu
©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

autor: Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

artykuł pochodzi z prestiżowego magazynu turystyczno-podróżniczego All Inclusive

Post Comment

%d bloggers like this: